piątek, 17 października 2014

❀Rozdział 35❀


Siedziałam na krześle, kiedy wszyscy biegali wokoło. Widziałam mamę siedzącą na końcu pokoju, ocierającą łzy, chociaż jeszcze nic się nie wydarzyło. Olivia przewracała moje rzeczy, w poszukiwaniu szczotki. Za każdym razem, gdy chciałam wstać, przyjaciółka mnie zatrzymywała. Śmiałam się pod nosem i przewracałam oczami, nie do końca świadoma tego, co mnie czeka.
Po chwili mama wstała i podeszła bliżej, chowając chusteczkę do torebki. Zaczęła przeczesywać palcami moje włosy; wyglądała na zatroskaną.
- Nie wierzę, że to już dziś - powiedziała, a do jej oczu ponownie napłynęły łzy.
- Ja też - odparłam, po czym się zaśmiałam.
Ludzie uważają za bzdurę, branie ślubu w wieku dwudziestu dwóch lat. Przecież jeszcze mam czas na znalezienie prawdziwej miłości, bla, bla, bla... Lecz co ja mogę poradzić, gdy jestem pewna swojej miłości? W takiej sytuacji wiek nie ma znaczenia. Mam wrażenie, że takie rzeczy mówią ludzie, którzy nigdy nie byli na prawdę zakochani.
Dotknęłam ręką mojego lekko wypukłego brzucha. Obiecałam sobie, że tym razem nie pozwolę mu odejść, potrzebowałam tego maleństwa. Na szczęście jeszcze nie wyglądałam dość grubo w sukni ślubnej. 
Uśmiechnęłam się sama do siebie.
Nagle pomyślałam o Niallu; bardzo chciałam wiedzieć co robił. Marzyłam o tym, aby go zobaczyć w jego najlepszym garniturze. Zerknęłam w stronę Olivii, żeby zobaczyć co robi; znalazła szczotkę, ale zaczęła szukać czegoś innego. Mama wyszła do toalety, więc była to jedyna okazja. Po cichu wymknęłam się z pokoju i wyszłam na korytarz. Nie miałam pojęcia, w którym pokoju mogłam znaleźć narzeczonego, więc zaczęłam od pierwszych drzwi po lewej stronie. Niestety nikogo tam nie było. Poszłam dalej, a gdy skręciłam w korytarz, natknęłam się na Maurę.
- Oh, kochanie - wydusiła, łapiąc mnie za ramiona. - Gdzie idziesz?
- Szukam czegoś do jedzenia - wymyśliłam na poczekaniu.
- Chodź ze mną, coś ci dam, chociaż nie powinnaś jeść, jeśli się denerwujesz.
Nie chciałam, żeby wiedziała, kogo na prawdę szukam. Wiedziałam, że jeśli by poznała prawdę, zamknęłaby mnie w klatce; niestety wierzyła w przesądy. Według niej, jakbym zobaczyła Nialla przed ślubem, zapewne mielibyśmy pecha do końca życia i jeszcze dłużej.
- Rozmyśliłam się, wytrzymam - posłałam jej blady uśmiech.
- Ah, te zmienne nastroje - zaśmiała się, przewracając dramatycznie oczami, po czym poszła dalej.
Odetchnęłam z ulgą i spokojnie wróciłam do swoich poszukiwań. Ruszyłam prosto, aż nagle usłyszałam tubalne, męskie śmiechy. Bingo. Lekko uchyliłam drzwi, żeby tylko nikt mnie nie zauważył. Czułam się jak najgorszy przestępca, ale misja została zakończona sukcesem - ujrzałam mojego księcia. Na jego widok, serce mało co nie wyskoczyło mi z piersi. Wyglądał idealnie, co zresztą nie było żadną nowością.


Miałam ochotę wbiec do pokoju i rzucić się mu na szyję, ale zapewne nie był to najlepszy pomysł. Jeszcze tylko chwila i ponownie go zobaczę, lecz tym razem przed ołtarzem. Próbowałam się nie denerwować składaniem przysięgi i tym podobne.
Zadowolona z siebie, powoli zamknęłam drzwi i wróciłam na swoje miejsce. Miałam nadzieję, że Olivia nie zauważyła mojego zniknięcia, wciąż pochłonięta szukaniem kosmetyków. Usiadłam na tym samym krześle co ostatnio, ale niestety moje zniknięcie nie umknęło uwadze przyjaciółki.
- Gdzieś ty była? - warknęła. - Stoję tu od kilku minut i gapię się na puste miejsce.
- Szukałam Nialla... - odpowiedziałam, przyznając się bez bicia.
Dziewczyna pokręciła głową z dezaprobatą i zaraz po tym, bez słowa zaczęła łaskotać mnie po twarzy pędzlem do pudru. Zamknęłam oczy i pozwoliłam jej na wykonanie makijażu.
Przypomniałam sobie Jego. W czarnym garniturze. Ze świetną fryzurą. Wyglądał jak prawdziwy książę z bajki, na którego przybycie nie mogłam się doczekać. Jeszcze tylko jakieś kilka godzin dzieliło mnie od zostania żoną.

Dwie godziny zleciały o wiele szybciej niż mogłam przypuszczać. Wszyscy byli gotowi i ja także. Welon, przysłaniający twarz, nieco mnie irytował, ale próbowałam go ignorować. 
Stałam po środku pokoju, a czas jakby stanął w miejscu. Momentalnie poczułam falę gorąca, nad którą nijak nie mogłam zapanować. Miałam wrażenie, że stoję w płomieniach. Na dodatek, Olivia przemknęła przede mną w czerwonej sukience; zakręciło mi się w głowie.
- Wiedziałam - powiedziała blondynka. - Denerwujesz się. To normalne, każdy się denerwuje. Nawet ja.
Głos jej drżał. Chyba była bardziej przejęta niż ja. Cały czas odpychałam od siebie wszelkie myśli o ślubie, dlatego nie byłam zdenerwowana, ale w końcu musiał nadejść czas, kiedy cały stres ze mnie uleci. Wiem, że był on gdzieś głęboko, a ja nie pozwalałam mu dawać o sobie znać. Próbowałam być silna. Nic nie mogło mnie złamać.
- Idziemy! - usłyszałam kompletnie niespodziewanie.
Mama, wraz z Olivią, przytrzymały mnie pod łokcie i wyprowadziły z pokoju. Poszłyśmy w ten sam korytarz, w którym ostatnio szukałam narzeczonego. Ta droga ciągnęła się w nieskończoność. Czas płynął tak wolno, jakbyśmy do drzwi doszły w jakieś pięć godzin. Stanęłam przed kaplicą, gdzie czekał na mnie tata. 
- Wszyscy są już w środku - pisnęła mama. - Zaraz dołączycie.
Pocałowała mnie w czoło, po czym weszła do kościoła. Z przyjaciółką pożegnałam się mocnym uściskiem, który trwał zdecydowanie za krótko; potrzebowałam jej przy swoim boku. Kiedy odeszła, dotarło do mnie co tak na prawdę się działo. Serce podskoczyło mi do gardła; chciałam uciekać, ale mocna dłoń ojca kazała mi zostać.
- Cieszę się, że oddaję cię w ręce takiego dobrego chłopaka - powiedział, patrząc na masywne drzwi.
- Tato...
Nie pozwolił mi dokończyć. Skinął głową, dając znak. Już czas.
Kiedy to się stało?
Na wszelki wypadek, otrzepałam suknię z kurzu, którego na niej nie było. Wypięłam pierś do przodu i po raz ostatni westchnęłam ciężko.
Wszyscy czekali. Nie było odwrotu, z czego byłam jak najbardziej zadowolona.
Pierwsze co zobaczyłam, po wejściu do kościoła, to długi granatowy dywan, prowadzący prosto do ołtarza, przy którym stał mój najwspanialszy narzeczony. Patrzyłam tylko i wyłącznie na niego, nikt inny się nie liczył. Miałam ochotę po prostu do niego podbiec i krzyknąć "Tak!", żeby nie musieć dłużej czekać. Niestety, ręka ojca, łapiąca moją, ponownie sprowadziła mnie na ziemię. Ta przeklęta mieszanka emocji nie dawała mi spokoju.
Niedługą chwilę później, stanęłam tuż przed nim i czułam jakby wszyscy inni zniknęli. Serce waliło mi jak szalone, ale błękitne oczy, z których nie mogłam spuścić wzroku, uspokajały mnie dostatecznie. Dostrzegałam nawet najmniejsze drgnięcie jego powiek. Uśmiechnął się delikatnie, po czym przygryzł dolną wargę; chyba nie tylko ja byłam zdenerwowana.
Nawet nie zorientowałam się kiedy wypowiedzieliśmy słowa przysięgi. Bardziej byłam przejęta trzymaniem Nialla za nadgarstek i powtarzaniem w myślach "Emily Horan". Śmiałam się sama do siebie, nie mogąc powstrzymać emocji.

~

Wielu ludzi mówi, że żyjemy by umierać, ale ja kompletnie się z tym nie zgadzam. Życie jest wspaniałe, tylko trzeba nauczyć się z niego korzystać. Ja zdecydowanie nabyłam tę umiejętność, co wcale nie było takie trudne jak niegdyś przypuszczałam.
Dwa lata temu, przeprowadziłam się z najlepszą przyjaciółką do Londynu. Marzyłyśmy o studiach w tym mieście już od podstawówki. Ciężko na to pracowałyśmy; dorabiałyśmy sobie w każdej wolnej chwili, byle zarobić cokolwiek. Każdego funta odkładałyśmy na przyszłość (odejmując kilka koncertów One Direction). Rodzice nie dali nam na to pieniędzy, gdyż wcale tego nie chciałyśmy. Teraz czujemy o wiele większą satysfakcję.
Udało nam się, ponieważ w to wierzyłyśmy. Wiara i nadzieja dały nam siłę. Bez tego nie dałybyśmy rady.
Tam, zupełnie przypadkiem, wpadłam na miłość swojego życia. To wszystko wydaje się absurdalne, ale na prawdę miało miejsce. Dziwnym trafem, spotkałam Nialla w zwykłym barze, a moje życie diametralnie się zmieniło.
Ludzie myślą, że jeśli umawiasz się z kimś sławnym, mogą mówić o tobie wszystkie najgorsze rzeczy, kiedy tak na prawdę cię nie znają. Na szczęście, nie dotykała mnie krytyka, bo bronił mnie mój jedyny i najwspanialszy rycerz. Takie życie jak z bajki nie było w moich planach, a jednak się ziściło. 
Do końca swoich dni będę powtarzać, że jestem najszczęśliwszą osobą. Takie cuda może zdziałać wiara w swoje marzenia.


***

A więc to koniec BIYD :')
Ostatni raz, proszę Was o pozostawienie komentarza.
Już nie będzie tu więcej postów, więc chciałam wiedzieć jak dużo osób czytało opowiadanie. Po prostu zostawcie po sobie malutki ślad, będę bardzo wdzięczna.

Dziękuję, że tu ze mną byliście.
Wasze wsparcie było wspaniałe i dziękuję każdemu z osobna.
Specjalne podziękowania Karolinie (Charlotte) za najdłuższe i najprawdziwsze komentarze. Byłaś ze mną od początku mojej "kariery" pisarskiej. Dziękuję, kochana.
Najspecjalniejsze podziękowania dla mojej najlepszej przyjaciółki. To właśnie ona zainspirowała mnie do stworzenia opowiadania o Niallu. Nawet kiedy pisałam beznadziejnie, chwaliłaś mnie i mówiłaś, że jestem najlepsza. Możliwe, że bez Ciebie nic bym nie napisała. Kocham Cię.

Kocham Was wszystkich i jeszcze raz bardzo dzię-ku-ję.
"Believe in your dreams" stworzyłam nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla Was.
Jesteście najlepsi, a co do końcówki rozdziału - jest ona prawdziwa i weźcie to do siebie, bo to na prawdę ma znaczenie ♥

Jakby ktoś pytał, nie kończę pisać, nigdy przenigdy! Mam inne opowiadania, a moje najnowsze jest o Michaelu z 5 Seconds of Summer, na które serdecznie zapraszam. Na pewno są tu jakieś 5SOSFam, więc może polubicie MASK (klik).
Mam także konto na Wattpadzie, gdzie znajdziecie wszystkie moje prace. W niedługim czasie możecie spodziewać się czegoś nowego o 1D jak i 5SOS:)

wtorek, 16 września 2014

Rozdział 34.

Czy każda normalna studentka systematycznie wpada w kłopoty?
Chyba nie, ale zacznijmy od tego, że wcale nie jestem normalna, a nawet jeśli to nie mam przeciętnego życia. Jednak, nigdy nie spodziewałam się, że spotykając się z Niallem, będę narażona na tyle niebezpieczeństw. Obelgi od fanów to nic, w porównaniu do napalonych fotografów.
Szczęście na prawdę mi towarzyszy, ale jak to mówią: przeciwieństwa się przyciągają, a co za tym idzie - pech nie pozostaje mi dłużny.
Moja wycieczka z Gregiem na zaplecze, oczywiście, skończyła się dobrze. Koleś został przyłapany na dobieraniu się do moich spodni i teraz znajduję się pod specjalnym nadzorem agenta Horana. Nie opuszcza mnie nawet na krok, ale nie mam nic przeciwko. Na prawdę zaczęłam się bać ludzi. Tyle razy ktoś na mnie napadł, pobił czy okradł, że zaczęłam na miasto wychodzić z tłuczkiem do mięsa. Zawsze to jakaś broń, a jednocześnie legalna.
Chciałam po prostu posiedzieć pod kocem, z kubkiem herbaty w dłoni. Nie miałam ochoty pakować się w nowe oferty pracy czy inne tego typu sprawy. Pragnęłam być tylko ja i mój ukochany. Jednocześnie, miałam dość użalania się nad sobą.
Każdego wieczoru, przyglądałam się swojemu pierścionkowi zaręczynowemu, zachwycając się swoim życiem. Wcale nie spieszyło mi się ze ślubem, ale Niall potrafił mówić o tym godzinami. Słyszałam jego rozmowy z rodziną. Planował wyjazd do Mullingar, gdyż właśnie tam chciał złożyć przysięgę małżeńską. Oczywiście, nie miałam nic przeciwko temu. Skoro to jego marzenie - pójdę za nim bez kręcenia nosem.
Czasem, próbowałam w czymś pomóc, ale nie dopuszczał mnie do tego, jakby bał się, że pomieszam mu to, co już załatwił. Czułam się jak dziecko, odrzucone przez ciężko pracującego rodzica. Do tego, Olivia także była tym bardzo zaaferowana. Kompletnie nie rozumiałam ich ekscytacji, ale nie chciałam jakoś specjalnie przeszkadzać.
Liv twierdzi, że moim zadaniem jest czuć się jak księżniczka, bla bla bla. Piękną, białą suknią nie pogardzę, ale reszta nie ma dla mnie żadnego znaczenia. Nie obchodzi mnie czcionka, jaką będą napisane zaproszenia. Mam gdzieś czy obrusy będą zielone czy fioletowe. Chcę po prostu spędzić czas z najbliższymi. Nie byłam świadoma, jak długo mogą trwać takie przygotowania. Tak czy inaczej, wolałam trzymać się z boku.

Już dwa miesiące później, wiosna odpłaciła nam słońcem tę srogą zimę. Nie czekaliśmy długo, żeby wykorzystać dobrą pogodę. Siedzenie w domu, w takim razie, to po prostu głupota. Nie potrafiłabym ukryć się pod dachem, kiedy wszystko zachęcało mnie do wyjścia na zewnątrz.
Oparłam się o framugę drzwi, prowadzących na taras. Z ogrodu dobiegał zapach grillowanego mięsa. Słychać było śmiechy i ożywione rozmowy. Niall machał łopatką do grilla, zabawiając gości. Wszyscy nasi przyjaciele słuchali jego opowieści, a niektórzy dosłownie płakali ze śmiechu. Uśmiechnęłam się pod nosem i westchnęłam ciężko.
- Emi! - zawołał Niall. - Chodź do nas!
Posłusznie wyszłam na taras. Zajęłam wolne krzesło i próbowałam połapać się w opowieści chłopaka. Po chwili, domyśliłam się, że opowiadał zabawne zdarzenia, które miały miejsce na ślubie jego brata, Grega. Szybko wyłapałam kontekst - chciał, żeby jego wesele było równie wspaniałe.
On dosłownie żył przygotowaniami, a ja wciąż byłam bez niczego. Wiedziałam, że niedługo będę musiała wybrać się z Olivią do jakiegoś salonu sukien ślubnych, czy coś w tym rodzaju. Data już została ustalona, a wszyscy goście zaproszeni. Na szczęście, nie planowaliśmy wesela na tysiące osób, tylko sama najbliższa rodzina i przyjaciele. Nie lubiłam hucznych imprez. Zdecydowanie wolałam skromne przyjęcia.
Dopiero po jakimś czasie, zdałam sobie sprawę, że podświadomie nie mogę się doczekać tego dnia. Na samą myśl o składaniu przysięgi, serce zaczynało mi szybciej bić; zawsze uważałam to za tę bardziej stresującą część ślubu. Nie chciałabym zemdleć przed ołtarzem albo potknąć się o własne nogi.
- Emily, czy ty mnie w ogóle słuchasz? - głos Nialla wytrącił mnie z zamyślenia.
- Co? - palnęłam.
- Goście już poszli - oznajmił, na co rozejrzałam się dookoła; zostaliśmy sami.
- Przecież dopiero co przyszli - zdziwiłam się.
- Już dawno poszli. Odcięłaś się na jakąś godzinę.
Wybuchnęłam śmiechem. Nie mogłam uwierzyć, że aż tak długo patrzyłam się w jeden punkt i rozmyślałam. Wydawało mi się to niemożliwe, a jednak miało miejsce. Faktycznie, słońce zaczęło znikać za horyzontem.
Potrząsnęłam głową, odganiając myśli, po czym wstałam z krzesła. Ruszyłam w stronę domu, a Niall dreptał za mną.
- Możemy polecieć do Irlandii już za tydzień? - zapytał.
- Jasne, a czemu?
- Przecież za dwa tygodnie bierzemy ślub...
Oniemiałam.
Czas płynął o wiele szybciej niż przypuszczałam. Nie wierzyłam, że pozostało czternaście dni.
Złapałam się za głowę.
Na prawdę, najwyższy czas na rozpoczęcie przygotowywań. Nie chodziło mi wcale o sprawy organizacyjne. Bardziej martwiłam się moim mentalnym nastawieniem.
To działo się na prawdę. Niedługo będę panią Horan.
Dotarło to do mnie wyjątkowo niespodziewanie. Dosłownie jakby nagle meteoryt spadł na Ziemię i zniszczył całą ludzkość.
To prawda. To już niedługo.
Uszczypnęłam się, ale wciąż stałam w tym samym miejscu, nie obudziłam się ze snu.
Zdążyłam dojść do kuchni, a nawet się nie zorientowałam, że ponownie odleciałam myślami do innego wymiaru.

Zanim się obejrzałam, stałam z Maurą w kuchni, robiąc ciasto.
Miałam niesamowite szczęście, mając taką teściową, a w zasadzie przyszłą teściową. Natomiast ta cała przyszłość nie była już tak bardzo odległa. Kolejne dni upływały nieubłaganie.
Niespodziewanie, do pomieszczenia wbiegła Olivia, która przyjechała tu razem z nami. Łapczywie porwała kawałek surowej masy na ciasto, po czym od razu ją wypluła. Nie mogłam powstrzymać śmiechu. Odepchnęłam ją. Olivia i kuchnia to na prawdę kiepskie połączenie.
- Kiedy będzie gotowe? - dopytywała.
- Nie myśl o nim przez najbliższe dwie godziny - odparła Maura.
Blondynka opuściła ręce ze zrezygnowaniem i, powłócząc nogami, wyszła do ogrodu.
Wciąż chichotałam pod nosem, nie dowierzając w niedorzeczność przyjaciółki.
Chwilę później, przypomniałam sobie, że to właśnie z nią pojechałam poprzedniego dnia do Dublina, żeby kupić suknię. Odłożyłam jej wybór na ostatnią chwilę, ale wyjątkowo nie miałam z tym problemu. Na samą myśl o białym tiulu, przeszły mnie przyjemne dreszcze. Gdzieś w podświadomości, nie mogłam się doczekać kiedy ją założę.
- Zostały ci dwa dni wolności - zażartowała mama Nialla, na co zaśmiałam się pod nosem.
Miała rację, choć wcale mi to nie przeszkadzało. Bycie więźniem miłości jest o wiele lepsze niż trwanie w samotności.

*

Wieeeem, że ten rozdział nie ma sensu.
Wiem, że czekaliście na niego MIESIĄC...
Tak bardzo przepraszam.
Miałam na prawdę dużo na głowie, ale tak czy siak,
zostaje mi do napisania ostatni rozdział opowiadania.
Tak, jeszcze tylko trzydziestka piątka i koniec BIYD.
Postaram się go napisać jak najszybciej.

Bardzo Was kocham i dziękuję za wsparcie x

PS Zapraszam na moje nowe opowiadanie
 o Michaelu Cliffordzie (może są tu jakieś 5SOSFam)
MASK (klik)

piątek, 15 sierpnia 2014

Rozdział 33.

Wieczorem, pakowałam swoje rzeczy, gdyż na następny dzień mieliśmy wracać do domu. Wcale nie miałam ochoty opuszczać tego miejsca, ale musiałam i nie było na to żadnej rady. Wkładałam do walizki kolejne koszulki bez rękawów; trochę poczekam zanim znowu je założę. Nagle, poczułam dłonie Nialla na swoich biodrach; położył głowę na moim barku.
- Hej - szepnął, łaskocząc mnie swoim oddechem.
- Nie chcę wracać - odwróciłam się do niego, robiąc minę smutnego szczeniaczka.
Ten w odpowiedzi, zaśmiał się i pstryknął mnie w nos.
Zapięłam walizkę, po czym wyszłam ostatni raz na plażę. Wdychałam morskie powietrze, napawając się jego świeżością. Nie stałam długo sama, Niall dołączył do mnie po kilku minutach. Po prostu stanął obok i złapał mnie za rękę. Przez chwilę staliśmy i podziwialiśmy fale. Tego dnia słońce było schowane za chmurami, a mocny wiatr potargał mi włosy.
- Em? - usłyszałam.
- Tak?
- Może zamieszkasz u mnie? - zapytał.
Spojrzałam na jego twarz; był śmiertelnie poważny. Odpowiedziałam uśmiechem i mocniej uścisnęłam jego dłoń; wiedziałam, że zrozumiał to jako zgodę.

- Cholerka, ale się opaliłaś! - wykrzyczała Olivia, gdy tylko weszłam do mieszkania; nawet nie zdążyłam odłożyć swoich rzeczy.
- Też się cieszę, że cię widzę - odparłam sarkastycznie, ściskając ją na powitanie.
- Opowiadaj! Jak było?
- Idealnie - powiedziałam krótko. - Nic więcej chyba nie muszę mówić.
Poszłam do pokoju, żeby odłożyć walizkę, a przyjaciółka nieustannie szła za mną. Odwiesiłam kurtkę na wieszak. Pobyt w miejscu, gdzie niemal bez przerwy świeci słońce, sprawił, że zapomniałam o zimie, panującej w Londynie. Jednak mimo powrotu do chłodu, czułam satysfakcję; byłam zadowolona, że chociaż na chwilę mogłam poczuć upragnione lato. Niestety, czas wrócić do rzeczywistości, gdzie czeka szkoła i praca - na szczęście, zdążyłam się do tego przygotować. Pozostała jedna sprawa - musiałam powiedzieć Olivii, że się wyprowadzam. Spojrzałam na jej rozpromienioną twarz i nie miałam zielonego pojęcia jak to ubrać w słowa. Mogłam po prostu rzucić "Od jutra będę mieszkać z moim chłopakiem.", ale nie mogłam potraktować tego jako mało ważną sprawę. Wtedy zaczęłam rozmyślać, czy aby na pewno dobrze zrobiłam, zgadzając się. Zebrałam minusy mojej przeprowadzki.
Olivia nie umie gotować, beze mnie umarłaby z głodu albo jadłaby same gotowe żarcie.
Pewnie uschnęłaby z samotności; nie miałaby do kogo gęby otworzyć.
- Co byś zrobiła jakby mnie zabrakło? - palnęłam, po czym ugryzłam się w język; brzmiało to jakbym planowała swoją śmierć.
- O czym ty mówisz? - wytrzeszczyła oczy, ale nie zdążyłam się wytłumaczyć, a ta już wyskoczyła z odpowiedzią. - Przecież ja bym zginęła razem z tobą.
- Nie o to mi chodziło...
Nagle zdałam sobie sprawę z tego, co właśnie powiedziała.
Momentalnie, zrobiło mi się cieplej na sercu. Miałam najwspanialszą przyjaciółkę pod słońcem.
- Myślę nad przeprowadzką - w końcu przeszło mi to przez gardło.
- Co?
Wyraźnie wstrzymała oddech, jakby bała się tego, co powiem dalej. Niestety nie było żadnego innego sposobu, niż przekazanie tego w bezpośredni sposób.
- Niall chce, żebym zamieszkała u niego.
Dziewczyna wybuchnęła śmiechem, żeby zaraz po tym rzucić mi się na szyję.
- Głuptasie - wciąż chichotała. - Rozumiem i tylko czekałam, aż ci to zaproponuje! Wiesz, że jeśli chodzi o niego to nie musisz mnie pytać o zdanie.
Odetchnęłam z ulgą, a zaraz potem ramiona mi opadły, kiedy wyobraziłam sobie przenoszenie wszystkich moich rzeczy w nowe miejsce.

Następnego dnia otrzymałam propozycję nie do odrzucenia. Niall polecił mnie pewnemu fotografowi, a ten przystał na ofertę pomocy z mojej strony - zostałam jego asystentką. Nawet cały dzień pracy mnie nie zniechęcał. Dostałam dokładny adres miejsca, gdzie miała się odbyć sesja i dojechałam tam jeszcze przed południem. Przed wejściem nie wiedziałam co ze sobą zrobić, aż dostrzegłam znajome liliowe włosy. Podbiegłam do Louise, żeby niepewnie klepnąć ją w ramię. Nie wiedziałam u kogo szukać pomocy, a ona zawsze wydawała się być w porządku. Potrzebowałam kogoś, kto by mi wskazał właściwą drogę.
- Hej, jestem Emily - zaczęłam. - Niall...
- O! - przerwała mi, szczerząc białe zęby w szczerym uśmiechu; wyglądała jakby doskonale wiedziała kim jestem. - Chodź, kochana.
Chwyciła mnie pod łokieć i przeprowadziła przez wielkie, stalowe drzwi. Weszłyśmy do hallu, gdzie kręciło się wielu ludzi, ale nikt nie zwracał na nas szczególnej uwagi; każdy był zajęty swoimi sprawami. Jedynie jakaś blondynka, przechodząca obok, posłała Lou serdeczny uśmiech, a ta nie pozostawała jej dłużna.
Studio było ogromne. Musiałam mocno zadzierać głowę, żeby ogarnąć wzrokiem całe pomieszczenie. Na suficie, w jednakowych odstępach, wisiały proste lampy. Wszystko było w minimalistycznych kolorach, nic się nie wyróżniało. Nie wyglądało to zbyt przyjemnie, raczej chłodno i nieciekawie.
Louise pociągnęła mnie za ramię, prowadząc dalej. Przeszłyśmy, przez kolejne stalowe drzwi, do mniejszej hali, gdzie znajdował się cały sprzęt fotograficzny. Stały tam także toaletki, kosmetyki i wieszaki z ubraniami. Przy jednej ścianie został postawiony długi stół z jedzeniem, nad którym stało kilka osób.
Nagle zobaczyłam Harry'ego, ochoczo machającego w naszą stronę. Poszłyśmy do niego i zaraz potem Niall wynurzył się zza lustra. Na powitanie, pocałował mnie w czoło, po czym objął w talii, przyciągając do siebie. Poczułam skrępowanie; nie lubiłam odnosić się z uczuciami w miejscach publicznych. Jednak Harry i Lou wcale nie patrzyli na to z obrzydzeniem, a raczej uśmiechali się, jakby zobaczyli słodkiego szczeniaczka.
Odwróciłam wzrok i zaczęłam przyglądać się kosmetykom, wyłożonym na blatach toaletek. Dokładnie w tym samym momencie, Louise chwyciła pędzel do pudru i zaczęła nim malować Harry'ego. Ten mocno zacisnął powieki i marszczył czoło; wyraźnie mu się to nie podobało.
Niespodziewanie, do grona dołączył Liam i Louis oraz mężczyzna, którego wcześniej nie widziałam. Na szyi miał przewieszony aparat, więc domyśliłam się, że to on jest fotografem. Miał na sobie okulary, podwinięte nogawki czarnych spodni i neonowe, zielone skarpetki, kompletnie nie pasujące do moherowego swetra w kolorze pudrowego różu.
Podbiegł do mnie z wyciągniętą ręką i szerokim uśmiechem na twarzy.
- Ty zapewne jesteś Emily - powiedział. - Miło mi cię poznać. Jestem Gregor.
- Mnie także miło pana poznać.
- Jaki tam ze mnie pan! - machnął ręką. - Mów mi po prostu Greg.
Odpowiedziałam uśmiechem.
Greg objął mnie ramieniem i poprowadził za sobą. Stanęliśmy przed ogromnym, białym płótnem, na tle którego miały być robione zdjęcia. Przed nim stał aparat na statywie. Wszędzie naokoło porozstawiano lampy; wyraźnie nic nie mogło zostać pominięte.
- Jako moja asystentka, mogłabyś zacząć od przyniesienia mi kawy - polecił Gregor.
Uniosłam pytająco brew, ale poszłam do bufetu po kawę. Wzięłam zwykłą czarną, a torebkę z cukrem i małe pudełeczko z mlekiem, schowałam do kieszeni. Wróciłam w kilka minut i podałam kubek fotografowi. Ten zamiast podziękować, skrzywił nos.
- To moja kawa? - zapytał z obrzydzeniem.
- Tak - odparłam, nie wiedząc o co mu chodzi.
- Moja kawa musi być ze specjalnych ziaren, z dodatkiem mleka sojowego - oznajmił. - Powinnaś o tym wiedzieć, a to co mi przyniosłaś - zwykłe czarne pomyje.
- Nie wiedziałam... - powiedziałam niemal bezgłośnie.
Mężczyzna machnął ręką i przystawił oko do wizjera, sprawdzając czy aparat jest odpowiednio ustawiony. Po chwili przyszli chłopcy. Mieli na sobie stroje wybrane specjalnie do sesji, a były to proste, czarne garnitury. Kiedy zobaczyłam Nialla, ubranego w ten prosty, lecz efektywny zestaw, upuściłam kubek z gorącym napojem. Odruchowo uklękłam, żeby posprzątać bałagan.
- Wstawaj, nie obijaj się - warknął Gregor. - Potrzebuję twojej ręki.
Zdążyłam jedynie rozłożyć chusteczkę higieniczną na plamę po kawie, ale wstałam bez marudzenia.
Gdy przytrzymywałam długopis, zastanawiałam się jakim cudem, miły koleś zamienił się w buraka, w kilka minut. Chwilę później, zobaczyłam pierwsze zdjęcia i byłam pod wielkim wrażeniem. Może i ten facet miał wiele twarzy, ale zdjęcia robił epickie.

- Dzięki za pomoc - powiedział Greg po zrobieniu wszystkich zdjęć. - Przydała się.
- Nie ma sprawy - siliłam się na miły ton głosu.
Uśmiechnął się, jakby zapomniał o tym, jaki był dla mnie niemiły przez cały czas trwania sesji.
Znowu objął mnie ramieniem i zaprowadził gdzieś, gdzie wcześniej nie byłam. Ciemne pomieszczenie, w którym stało pełno pudeł. Nie widziałam sensu w wycieczce do tego miejsca. Chciałam posłać Gregowi pytające pytanie, ale w pokoju było tak ciemno, że nie byłam w stanie dojrzeć jego twarzy. Zamiast tego, poczułam czyjeś dłonie na swoich ramionach i zostałam brutalnie przewrócona na pudła. Wiedziałam, że zrobił to ten sam mężczyzna, który mnie tu przyprowadził, gdyż nie było tam nikogo innego.
Serce od razu zabiło mi szybciej. Mimo, że nie wiedziałam co jest grane,wystraszyłam się, co było chyba naturalną reakcją człowieka na taki gwałtowny cios. Kiedy chłodna dłoń wpełzła pod moją koszulkę, bez wahania zaczęłam krzyczeć na cały głos i wierzgać nogami. Następnie, oberwałam w głowę czymś ciężkim i jakby cały świat zawirował.


*

Ja Was po prostu kocham:)
Proszę o Wasze głosy w >ANKIECIE<

sobota, 2 sierpnia 2014

WAŻNE - Blog miesiąca V

BIYD po raz piąty zostało nominowane w konkursie na blog miesiąca, tym razem na Spisie opowiadań o One Direction. Jednak to jest ważniejszy konkurs, niż poprzednie, ponieważ współorganizatorem jest strona One Direction Polska, którą zna za pewne większość z Was. Blog, który wygra, będzie reklamowany na blogspocie i facebooku. To coś na prawdę wielkiego i oczywiście zależy mi na wygranej, chociaż mam duuuużą konkurencję. 
Już i tak prosiłam Was o wiele, ale nigdy mnie nie zawiedliście, więc znowu proszę o głosy na Believe in your dreams w sondzie ☞TUTAJ☜. Od razu dziękuję każdemu, kto zagłosował. 
Kocham Was, x

PS Jutro wyjeżdżam nad morze i będę dużo przebywać na plaży, więc napiszę kilka rozdziałów, więc jak wrócę to na pewno coś dostaniecie:)  


środa, 30 lipca 2014

Liebster award IV

Dawno nie odpowiadałam na nominacje do LA, ale tym razem jakoś poczułam taką chęć:) Zostałam nominowana przez Dominikę Malik, za co dziękuję.

Pytania do mnie:
1. Ulubiona piosenka?
Jest zbyt wiele cudownych piosenek, żebym mogła wybrać jedną.
2. Jak masz na imię?
Dominika.
3. Do której klasy idziesz po wakacjach?
Druga technikum.
4. Dlaczego postanowiłaś napisać akurat taką historię?
Nie uosabiam siebie z główną bohaterką, tylko moją najlepszą przyjaciółkę. Ona mnie zainspirowała i piszę to opowiadanie właśnie dla niej.
5. Ulubiony serial?
Glee!
6. Twoje hobby?
Pisanie i śpiewanie.
7. Masz motto?
Mam wiele dewiz, którymi kieruję się w życiu. Najważniejsze jest, żeby wierzyć w swoją moc i nigdy nie rezygnować z marzeń.
8. Imię przyjaciółki/przyjaciela?
Piękne♥
9. Sukienka vs. spodnie?
Spodnie.
10. Ulubiona para celebrytów?
Zayn i Perrie!
11. Czy popierasz związki homoseksualne? 
Tak.

Blogi, które nominuję:

Tym razem nie zadam żadnych pytań:) Chcę wam jedynie życzyć sukcesów w pisaniu i żebyście nigdy nie traciły wiary w siebie, ani w swoje umiejętności. Nawet jeśli czasem coś nie wychodzi, to z każdym rozdziałem stajemy się lepszymi autorami, a praktyka czyni mistrza. 

wtorek, 22 lipca 2014

Rozdział 32.

WAŻNE! Proszę, przeczytajcie notkę pod rozdziałem.

*

- Chciałabym pójść na plażę - powiedziałam rozmarzonym głosem.
Zima niezmiernie mnie męczyła. Marzyłam o słońcu, które muskałoby moją twarz i sprawiłoby, że skóra nabrałaby brązowo-brzoskwiniowej barwy. Tak bardzo za tym tęskniłam. Nawet za parzącym pisakiem pod stopami i irytującym skrzekiem mew.
- Chcesz jechać na wakacje? - zapytał Niall.
W odpowiedzi skinęłam głową, uśmiechając się sama do siebie. 
- Więc pakuj się - polecił.
- Słucham?
- Polecimy sobie na wakacje - wyszczerzył zęby, ale wiedziałam, że nie żartował. - No rusz się.
Niechętnie, powoli zeszłam z łóżka, tym samym uwalniając się z jego uścisku. Wyciągnęłam swoją różową walizkę i zaczęłam szukać w szafie ciuchów odpowiednich na ciepłe dni. Z radością wybierałam koszulki na ramiączkach i strój kąpielowy. Po chwili wyjrzałam za okno - padał śnieg. Jeszcze bardziej się ucieszyłam na myśl o ciepłym kraju. Myślami zaszłam trochę za daleko, aż nagle głos Nialla przywrócił mnie do rzeczywistości.
- Gdzie chcesz jechać?
- Gdziekolwiek, byleby było ciepło!

Nie mogłam uwierzyć, że już następnego dnia czekałam na samolot. Nie wiedziałam nawet dokąd lecimy, ale nie miało to dla mnie żadnego znaczenia. Dawno nie latałam, stęskniłam się za tą drugą stroną chmur.
Usiadłam przy oknie, na swoim ulubionym miejscu z widokiem na skrzydło. Nieważne, że miałam setki zdjęć z tej perspektywy - wyciągnęłam aparat. Nawet niebo wyglądało mroźnie, lecz pięknie jak zawsze. Niall dopiero po chwili zajął miejsce obok mnie. Przysunął się bliżej, żeby móc podziwiać widoki zza szyby. Złapał moją dłoń, przez co odruchowo na nią spojrzałam. Lewy palec serdeczny zdobiła najpiękniejsza obrączka na świecie. Była dokładnie taka o jakiej marzyłam - prosta z małym kamyczkiem. Uśmiechnęłam się sama do siebie.
Zdaje się, że to jakaś magiczna siła trzymała nas razem. Nawet jeśli coś nas rozdzielało, niedługo potem znów do siebie wracaliśmy. Myślałam o tym niejednokrotnie i na prawdę głowiłam się, jak do tego doszło. Przypominałam sobie nasze pierwsze spotkanie, które było takie naturalne, a jednocześnie surrealistyczne. Szansa była dosłownie jak jeden na milion, żeby spotkać swojego idola w jakimś ciemnym klubie. Najśmieszniejsze było jednak to, że się mną zainteresował. Co mam takiego w sobie? Niczym się nie wyróżniam, to pewne. Zaczęłam przeszukiwać najciemniejsze zakamarki swojej pamięci, w poszukiwaniu wspomnienia, w którym pytałam o to Nialla. Po chwili zrozumiałam, że wcale nie zadałam tego pytania.
- Hej - zaczepiłam chłopaka.
- Hm? - wydusił z siebie, jakby był zaspany.
Spojrzałam na niego; faktycznie powieki mu opadały.
- Jak się we mnie zakochałeś? - palnęłam bez dłuższego zastanowienia.
- To całkiem proste - zaczął. - Masz złotą duszę.
Szczerze nie spodziewałam się takiej odpowiedzi. Nawet nie wiedziałam co mogłabym odpowiedzieć. Gapiłam się na niego jak głupia, aż w końcu wybuchnął śmiechem.
- Co tak wytrzeszczasz gały? - chichotał.
Przewróciłam oczami; kompletnie nie wiedziałam o co mu chodzi. Zbił mnie z pantałyku i tyle. Ponownie wlepiłam wzrok z chmury, postanawiając, póki co, nie poruszać tego tematu. Odgoniłam od siebie wszystkie myśli, chcąc skupić się tylko i wyłącznie na wakacjach i moim ukochanym.

Po dwóch godzinach, wreszcie wysiedliśmy na lotnisku. Swobodnie mogłam zrzucić z siebie bluzę i schować ją do torby. Gdy tylko wyszłam z budynku, poczułam na twarzy upragnione promienie słońca. Bez zastanowienia zaczęłam skakać w kółko jak małe dziecko. Miałam ochotę zerwać z siebie długie spodnie, ale nie wypadało robić tego w miejscu publicznym. Po chwili wsiedliśmy do taksówki, a w drodze do hotelu zastanawiałam się, gdzie będziemy mieszkać. Kilkanaście minut później, samochód zatrzymał się przed pięknym domkiem. Posłałam Niallowi pytające spojrzenie, na co ten uśmiechnął się w odpowiedzi.
- To dla nas? - zapytałam, po wyjściu z auta.
- Cały tylko dla nas - odparł, całując mnie w czoło.
Wydałam z siebie niekontrolowany pisk, lecz szybko zakryłam usta dłonią. Nie zważając na nic, pobiegłam prosto do drzwi. Bez wahania weszłam do środka; chciałam dokładnie obejrzeć każdy zakątek domu. Skręciłam w prawo i tym sposobem znalazłam się w salonie. Na przeciwko wejścia zobaczyłam duże, przeszklone drzwi, prowadzące na plażę. W jednym momencie podjęłam decyzję, że resztę rezydencji obejrzę później. Wybiegłam na taras, po czym od razu na ciepły piasek. Był dokładnie taki sam, jak sobie wyobrażałam. W podskokach podeszłam do brzegu, gdzie zdjęłam buty i pozwoliłam falom na swobodne muskanie moich stóp. Chciałam wskoczyć do wody, ale jednocześnie nie chciałam stąd odchodzić, żeby założyć strój kąpielowy.
- Podoba ci się? - usłyszałam głos Nialla.
Odwróciłam się i zobaczyłam go, opartego o framugę drzwi. Ręce miał skrzyżowane na piersi, a na jego twarzy malował się szeroki uśmiech, który od razu odwzajemniłam.
- Najbardziej na świecie! - odkrzyknęłam.
W końcu, wróciłam do środka, ale nie na długo. Przebiegłam się po każdym pomieszczeniu, ale tylko omiotłam je wzrokiem. Po odwiedzeniu kuchni i łazienki, nadszedł czas na sypialnię. Stało w niej wielkie łóżko, które aż się prosiło, żeby na nie skoczyć. Zapadłam się w miękki materac, jakbym leżała na chmurce. Przejechałam dłonią po gładkiej pościeli i po chwili ponownie stanęłam na podłogę. Kremowa wykładzina była bardzo miękka, choć trochę łaskotała. Śmiałam się sama do siebie, nie mogąc opanować emocji. Sięgnęłam do mojej walizki, która leżała przed łóżkiem. Wtem, Niall złapał mnie za ramiona, chcąc mnie przestraszyć, co kompletnie mu nie wyszło.
- Idę do wody! - uniosłam ręce na znak radości.
Kiedy byłam gotowa, znowu wybiegłam na zewnątrz. Miałam w sobie tyle energii, że szkoda mi było czasu na spacerowanie. Zanim weszłam do morza, przez moment podziwiałam jego lazurowy odcień.
- Co się zastanawiasz? - krzyknął Niall. - Wskakuj!
Odwróciłam głowę i zobaczyłam jak biegnie prosto na mnie. Nie stając, klepnął mnie w tyłek, po czym sam wbiegł do wody. To brzmiało jak wyzwanie, więc podążyłam za nim. Gdy udało mi się do niego podpłynąć, wskoczyłam mu na plecy, po czym pocałowałam go w szyję.



Po wieczornej kąpieli, postanowiliśmy ponownie pójść na plażę. Rozłożyliśmy koc, na którym leżeliśmy, oglądając gwiazdy. Szum morza bez przerwy pieścił moje uszy, tak bardzo stęsknione za tym dźwiękiem. Wtulając się w pierś Nialla, słuchałam bicia jego serca.
- Chyba powinienem ci coś wyjaśnić - powiedział nagle.
- Hm, co takiego?
- Ta cała akcja z Luke'iem... - posłałam mu pytające spojrzenie; nie wiedziałam co miał na myśli. - Ja to wszystko zaaranżowałem.
- Ty kazałeś Olivii mnie zaprosić? - byłam zdziwiona.
- Tak - odparł, smutniejąc. - Luke miał sprawdzić twoją reakcję. Przepraszam, powinienem powiedzieć ci wcześniej.
Spojrzałam pamięcią wstecz. Te wszystkie uśmieszki, przypadkowe pocałunki... zaplanowane?
Zerknęłam na twarz Nialla; w jego oczach odbijał się jasny księżyc.
Zaczynałam powoli domyślać się, dlaczego to zrobił. Jakby chciał wiedzieć czy jestem mu wierna, mimo zerwania. Dość śmieszne.
 - Ta cała akcja na prawdę nie była konieczna - podsumowałam. - Wystarczyłaby szczera rozmowa.
- Pewnie masz rację - westchnął. - Wtedy, gdy tylko wyszedłem z twojego mieszkania, chciałem wrócić i cofnąć swoje słowa.
- To kompletnie nie ma sensu - zaśmiałam się pod nosem, a ten w odpowiedzi posłał mi uśmiech i wzruszył ramionami.
Pokręciłam głową, nie dowierzając. Nie rozumiałam po co tak skomplikował całą sprawę, ale nie miałam mu tego za złe. Pogodziliśmy się, a to było dla mnie najważniejsze, więc postanowiłam zapomnieć o tych gorszych chwilach, już na zawsze.
Objęłam go w pasie i mimowolnie zamknęłam oczy.
Nie mogłabym być szczęśliwsza, niż w tamtej chwili.

*

Założyłam konto na Wattpadzie, ale nie wiem czy dobrze się do tego zabrałam. Tutaj wychodzę z prośbą do Was: jeśli lubicie BIYD, czy też inne moje opowiadania, zapraszam do wejścia na mój profil i ocenienia, zaobserwowania, cokolwiek. Nie chcę prosić o zbyt wiele, ale to dużo dla mnie znaczy, nawet ktoś tłumaczy dla to mnie opowiadanie, więc to już grubsza sprawa. Wiem, że nie jest to nic wybitnego, ale może jednak ktoś doceni. 
Dziękuję Wam za wszystko, za to, że czytanie, komentujecie i wczuwacie się w historię. Jeśli dotrwaliście do tego trzydziestego drugiego rozdziału to chyba znaczy, że na prawdę to lubicie. Niestety, muszę przyznać, że powoli (bardzo powoli) zbliżamy się do końca tego opowiadania, ALE szykuję coś nowego i może będziecie zainteresowani:)
Cóż, to tyle ode mnie na dziś,
lots of love x

sobota, 12 lipca 2014

Rozdział 31.

Olivia wpuściła Luke'a do naszego mieszkania bez mojej zgody. Siedział przy stole, podczas gdy ja jadłam grzankę. Cieszyłam się, że miałam usta wypełnione chrupkim chlebem, bo na prawdę nie miałam ochoty na rozmowę. Czując, że chłopak na mnie patrzy, przewracałam oczami, unikając kontaktu wzrokowego. Po przełknięciu łyka ohydnej kawy, odważyłam się na niego spojrzeć.
- Po co przyszedłeś? - zapytałam, niezbyt miłym tonem.
- Odprowadzę cię na uczelnię - odparł.
- Nie musisz, potrafię sama wsiąść do metra.
Zaśmiał się jakbym opowiedziała jakiś na prawdę dobry żart, który tylko on zrozumiał. Od razu, gdy tylko zjadłam śniadanie, wstałam od stołu, żeby ubrać buty i płaszcz. Luke szedł za mną jak cień, co było niezwykle irytujące, ale postanowiłam go ignorować, żeby tylko nie powiedzieć czegoś, czego mogłabym później żałować.
Gdy wyszliśmy na zewnątrz, owinęłam się ciaśniej szalikiem Nialla, który wciąż trzymałam w swojej szafie. Odkąd znalazłam go w jego aucie, nie potrafiłam się z nim rozstać. Wtem ogarnął mnie ogromny smutek; czułam pustkę, będąc bez niego przy swoim boku. Niespodziewanie, z zadumy wyrwał mnie Luke, odchrząkający znacząco. Przyspieszyłam kroku, jakby to miało mi pomóc uwolnić się od natrętnego kolegi. Niestety, ten wciąż szedł obok. 
Czyżby nie rozumiał, że nie potrzebuję jego towarzystwa? Najwyraźniej nie rozumiał, mimo że dawałam mu bardzo wyraźne sygnały.
Po kilku minutach weszłam do podziemnego pociągu wraz z nieodłącznym cieniem. Wzrokiem znalazłam jedno wolne miejsce, do którego wyrwałam bez zastanowienia. Luke także je zauważył, a jego długie nogi doprowadziły go szybciej do celu. Zadowolony, usiadł na siedzeniu, a ja ze zrezygnowaniem opuściłam ręce. Widząc moją reakcję, natychmiast wstał, ustępując mi miejsca.
No nie.
Popatrzyłam na niego spode łba.
- No siadaj - polecił.
- Nienawidzę cię... - syknęłam pod nosem, sama do siebie, po czym usiadłam.
Przez całą drogę, patrzyłam na zegarek, błagając żeby czas mijał szybciej, co niestety się nie wydarzyło. Gdy pociąg się zatrzymał, czym prędzej z niego wysiadłam, licząc na to, że Luke zostanie w środku i pojedzie dalej. Oczywiście moje pragnienia się nie spełniły i wciąż miałam towarzysza. Bez słowa, szłam prosto do budynku uczelni, zastanawiając się, co on zrobi, gdy pójdę na wykłady. Zaczynałam już wchodzić po schodach, aż w końcu postanowiłam coś mu powiedzieć.
- Możesz już sobie pójść. Odprowadziłeś mnie, jesteś wolny.
Już miałam się odwrócić, ale on jak zwykle był szybszy i skradł mi kolejny pocałunek.
- Cholera! - wrzasnęłam na niego. - Odwal się ode mnie!
Po tych słowach, wbiegłam do szkoły, nie zważając na jego zaskoczoną minę, ani na masę par oczu, skierowanych właśnie na nas. Byłam wściekła. Miałam serdecznie dość tego kolesia, który ciągle wpychał nochal w nieswoje sprawy. Kiedy na korytarzu ujrzałam Jasona, emocje momentalnie opadły. Nie chciałam pokazywać koledze, że coś jest nie tak, więc próbowałam zachować zimną krew.

Wyszłam ze szkoły, od razu po zakończonych zajęciach. Marzyłam tylko o tym, żeby jak najszybciej znaleźć się w domu, ale oczywiście nie mogło się obejść bez przeszkód; Luke czekał na mnie przed wejściem. Udawałam, że go nie widzę, ale ten nie odpuścił tak szybko jakbym chciała.
- Czego chcesz? - warknęłam.
- Tylko coś ci przekazać - powiedział, wyciągając rękę w moją stronę.
Spojrzałam na niego niepewnie; trzymał białą kopertę.
- No weź - polecił.
Chwyciłam list, po czym odeszłam bez słowa. Przez całą drogę powrotną, patrzyłam na napis "Emily" na białym tle. Dobrze znałam to pismo, ale postanowiłam otworzyć kopertę dopiero w swoim pokoju, na spokojnie, bez setek oczu, zwróconych w moją stronę.
Kiedy tylko weszłam do mieszkania, zdjęłam buty i kurtkę, i od razu położyłam się na łóżku. Ostrożnie rozerwałam papier, żeby nie uszkodzić zawartości. W środku znajdowała się jedynie krótka notka.

Droga Emily,
Proszę, przyjdź dziś o ósmej wieczorem na dach.
Niall x

Jak zaczarowana wpatrywałam się w te kilka słów napisane przez Nialla. "X", który postawił na końcu, wywołał u mnie niekontrolowany uśmiech.
Spojrzałam na zegarek; do ósmej miałam jeszcze dużo czasu, więc nie musiałam się spieszyć. Ciekawiło mnie jedynie, po co miałam iść na dach. Czyżby Niall chciał mnie zrzucić z wysokiego budynku? Na samą myśl o tym, wybuchnęłam śmiechem.
Po przeczytaniu listu dwudziesty raz, odłożyłam kartkę na szafkę nocną i poszłam coś zjeść. Nawet krojąc warzywa, myślałam o Nim. Dobrze pamiętam, kiedy pierwszy raz przyszedł do naszej kuchni i przeszkadzał mi w gotowaniu.
Nie wiem dlaczego, ale liczyłam na to, że wieczorem zdarzy się cud. Czas najwyższy na ingerencję mojego irlandzkiego szczęścia.

Za pięć ósma, zerwałam się z krzesła i popędziłam do szafy. Wyciągnęłam z niej ciepły sweter i włożyłam na siebie. Wtem na jednym z wieszaków, ujrzałam znajomą koszulkę, którą zwinęłam z domu Horana. Na jej widok uśmiechnęłam się sama do siebie, lecz od razu po tym musiałam się otrząsnąć. Szybko przeczesałam włosy, wsunęłam buty i wyszłam z mieszkania. Zaczęłam szybko wchodzić po schodach, pokonując po dwa schodki na raz. W końcu dotarłam do ciężkich drzwi, prowadzących na dach. Moją uwagę przykuły strzałki, narysowane białą kredą na ziemi; bez wahania poszłam za nimi. Po kilkunastu krokach, ujrzałam Nialla, siedzącego sobie jak gdyby nigdy nic, a obok niego leżała gitara. 
- Niall...? - powiedziałam, niepewnie. 
Zachęcił mnie ruchem ręki, abym podeszła bliżej. Na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech, ale faktycznie mnie zachęcił. Usiadłam na przeciwko niego, wpatrzona jak w obrazek. Wtem, nagle oprzytomniałam, w mojej głowie wciął kłębiło się wiele pytań.
- Dlaczego kazałeś Luke'owi przekazać ten liścik? - zapytałam najpierw. 
- Jest dobrym kumplem - zachichotał pod nosem.
Spojrzałam w bok, nie wiedząc co na to odpowiedzieć. Nie byłam pewna czy chcę mu powiedzieć o tym jak Luke się do mnie kleił. Nie miałam pojęcia jaka może być jego reakcja, a możliwe, że wcale się tym nie przejmie.
- Przepraszam, że musiałaś go znosić - niespodziewanie przerwał cieszę?
- O czym mówisz? 
- O Luke'u - odparł, robiąc przy tym minę zbitego psa. - To ja mu kazałem cię tak nachodzić.
- D-dlaczego? - kompletnie mnie zamurowało.
Wtedy, spuścił wzrok, jakby unikając odpowiedzi. Westchnął ciężko, po czym ponownie spojrzał mi w oczy. Wyglądał poważnie jak nigdy dotąd. Przez chwilę na prawdę bałam się jego odpowiedzi.
- Chciałem sprawdzić... - zaczął. - Jak będziesz przyjmować jego zaloty.
Nie byłam do końca pewna czy dobrze go zrozumiałam. Posłałam mu pytające spojrzenie, czekając na więcej szczegółów tego przebiegłego planu, jakim było wynajęcie kolegi do podrywania swojej byłej dziewczyny. Póki co, próbowałam poskładać ze sobą elementy tej dziwacznej układanki, ale wciąż coś mi nie pasowało.
- Teraz jestem pewien - dokończył.
Nie wyglądało na to, że chciał powiedzieć więcej, więc reszty musiałam się domyślić, co wcale nie było takie łatwe.
Nagle chwycił gitarę i przejechał palcami po strunach. Dźwięk, który z siebie wydała, wywołał u niego uśmiech; tak bardzo mi tego brakowało.
- Pamiętasz co ci kiedyś zagrałem? - zapytał.
- Jasne, że tak.
Jak mogłabym zapomnieć o jednym z najcudowniejszych dni w swoim życiu?
Uśmiechnęłam się sama do siebie, a wtedy Niall zaczął grać tę samą piosenkę, co tamtego dnia. Nie śpiewał, ale sama melodia sprawiała, że dreszcze przebiegały po całym moim ciele. Pozwoliłam sobie nucić pod nosem, odrywając się na chwilę od całego świata.
- Dlaczego tu przyszliśmy? - postanowiłam zapytać, gdy tylko skończył grać.
- Miałem w planie cię o coś zapytać, ale sam nie wiem - powiedział, śmiejąc się.
- Przestań! Pytaj o co chcesz.
Wtedy uśmiechnął się tak jak lubiłam najbardziej i wiedziałam dobrze, że ten uśmiech był zarezerwowany tylko dla mnie.


Kompletnie niespodziewanie, zaczął prószyć śnieg. Przez ciepło, bijące od Nialla, zdążyłam zapomnieć o zimie i mroźnym powietrzu. 
- Pamiętasz jaki dziś dzień? - usłyszałam.
- Hmm, chyba wtorek - odparłam, na co Niall wybuchnął śmiechem.
- Tak, wtorek - potwierdził. - A święto?
Złapałam się za głowę; kompletnie zapomniałam jakie było święto. Bałam się, że właśnie popełniłam jakieś faux-pas.
- Wiesz - zaczął. - Zawsze marzyłem o tym, żeby zrobić to w walentynki. 
Walentynki! Jak mogłam o nich zapomnieć? Ostatnimi czasy, kompletnie nie przejmowałam się kalendarzem i zapisanymi w nim ważnymi datami.
- Zaraz. Zrobić co? - oprzytomniałam.
Chłopak zbliżył się do mnie, a uśmiech wciąż nie mógł się od niego odkleić. Chwycił moją dłoń tak jak kiedyś. Znowu poczułam się potrzebna.
- Przepraszam cię, Emily - szepnął. - Działałem pod wpływem impulsu. Wiesz, że cię kocham, prawda?
- Wiem - odpowiedziałam, a nasze czoła się zetknęły.
Stęskniłam się za jego dotykiem, jak i za samą jego obecnością. Cud, na który liczyłam, faktycznie się zdarzył; nie mogłam być szczęśliwsza.
- To jak? - zapytał, odsuwając się. - Wyjdziesz za mnie?
Zaśmiałam się; na prawdę myślałam, że to żart. Właśnie wtedy, spoważniał, a może nawet posmutniał. Chyba uznał, że najzwyczajniej w świecie go wyśmiałam.
- P-poważnie? - ściszyłam głos, a ten w odpowiedzi skinął głową.
Zakryłam usta dłonią, nie dowierzając. Czekałam tylko, aż na dach wejdzie prezenter z ukrytą kamerą, ale nic takiego nie miało miejsca. To była prawdziwa propozycja, wcale sobie tego nie wymyśliłam. 
Patrzyłam w te niebieskie oczy i próbowałam zrozumieć to, co się stało. Niall właśnie mi się oświadczył? Nie ma mowy, żebym w to uwierzyła. 
Po chwili odchrząknął znacząco. Najwyraźniej zbyt długo trwałam w jednej pozycji. Zdaje się też, że zapomniałam o oddychaniu i mruganiu. W końcu wyrwałam się z transu, nie mogąc powstrzymać uśmiechu.
- Tak, ty głupku! - wrzasnęłam, rzucając się mu na szyję.

*

Dziękuję wszystkim, którzy głosowali na BIYD w ankiecie na blog miesiąca! Dzięki wam udało mi się zająć pierwsze miejsce, jesteście cudowni!♥
Wiem, że czekaliście na ten rozdział wieki (znowu), wybaczcie (znowu).
50 tysięcy wyświetleń to dla mnie zbyt duża nagroda :')

niedziela, 29 czerwca 2014

Rozdział 30.

Po pracy, wróciłam do domu i z ulgą opadłam na kanapie. Nie zdążyłam nawet położyć nóg na stole, a już zadzwonił telefon.
- Halo? - powiedziałam do słuchawki zmęczonym głosem.
- Jadę do ciebie - oznajmił Niall.
- Nie! - zareagowałam trochę zbyt gwałtownie.
Cisza po drugiej stronie nie wskazywała na nic dobrego, więc postanowiłam kontynuować.
- To znaczy, jestem potwornie zmęczona.
- Znowu? - nie był przekonany. - Emily, nie widziałem cię już od kilku dni. Jak jesteś zmęczona to możesz spać, a ja tylko popatrzę.
Mimowolnie zachichotałam pod nosem, ale zaraz po tym spoważniałam. Właściwie, sama nie wiedziałam dlaczego próbowałam go spławić. 
- Nawet nie próbuj protestować - dodał, po czym się rozłączył.
Jedyne co mi pozostało to czekać na niego.
Złapałam się za głowę, pytając sama siebie: co ja robię ze swoim życiem? Od jakiegoś czasu byłam załamana i nie miałam na nic ochoty. Odpychałam od siebie dosłownie każdego, chciałam być sama. Nie pamiętam kiedy ostatnio tak się zachowywałam. Przez to wszystko czułam się jak rozpieszczone dziecko, nad którym nikt nie umiał zapanować. Najdziwniejsze było to, że Olivia i Niall pozwalali mi na takie zachowanie. Chyba zbyt długo to trwa...
Po kilkunastu minutach, usłyszałam kroki na klatce schodowej. Niall dobrze wiedział, że trzymamy klucz pod wycieraczką, więc nie musiałam mu otwierać drzwi. Gdy wszedł, od razu poszedł w stronę kanapy, jakby czuł, że gniłam właśnie tam. Na mój widok uśmiechnął się wesoło i nachylił się, żeby mnie pocałować i właśnie wtedy, pierwszy raz w życiu go odepchnęłam. Nie przypuszczałam, że może dojść do takiego stanu.
Chłopak momentalnie spoważniał, wyglądał na zdenerwowanego. Usiadł na stoliku, żeby być na przeciwko mnie. Wlepił wzrok w podłogę i dopiero po chwili, ponownie spojrzał mi w oczy.
- Co się z tobą dzieje? - zapytał. - Rozumiem, że możesz być smutna, ale to zmieniło się w paranoję. Przed każdym stawiasz mur obronny, tak mocny, że zdążyłem zadać sobie pytanie: czy na prawdę jesteśmy parą?
Z jego ust zabrzmiało to jak wyrok śmierci. 
Wytrzeszczyłam na niego oczy, w nadziei, że żartował. Niestety nic nie wskazywało na żarty, brzmiał cholernie poważnie. 
- Zdaje się, że musisz odpocząć - mówił dalej. - Ode mnie też.
Po tych słowach wstał i wyszedł bez wahania. Siedziałam jak zaczarowana, nie zdolna do jakiegokolwiek ruchu.
Czy on właśnie ze mną zerwał?
Podciągnęłam kolana pod brodę i położyłam się na bok. Łzy samowolnie zaczęły płynąć po moich policzkach. Nie wiedziałam co mam dalej ze sobą zrobić. Odłączyłam mózg od jakichkolwiek myśli; ogarnęła mnie mroczna pustka.

Jak to się stało? Co zrobiłam źle?
Zaczęłam zadawać sobie masę pytań, na które nie potrafiłam znaleźć odpowiedzi. Leżałam bezczynnie, wciąż użalając się nad sobą. Byłam kompletnym wrakiem człowieka, wypruta z wszelkich emocji. Miałam wrażenie, że unoszę się w powietrzu niczym duch. Moje kończyny były zupełnie bezwładne, a oczy piekły nieubłaganie.
Poczułam się jakby wszyscy mnie opuścili. Wierzyłam, że to się nigdy nie stanie. Myślałam, że Niall jest moim księciem na białym rumaku, który zawsze uwolni mnie z opresji. A teraz zostawił mnie kompletnie samą... Samą z poczuciem winy i najgorszymi myślami.
Nagle, ogarnęła mnie chęć wyjścia z domu. Wstałam z kanapy, wytarłam łzy i mogłam iść. Gdy tylko nacisnęłam klamkę, wpadłam na Olivię.
- Cholera, Em, co się stało? - zapytała, wytrzeszczając oczy.
Aż tak bardzo było po mnie widać, że coś jest nie tak?
- Nic - odparłam bezwiednie, po czym minęłam ją i zeszłam na dół.

Chciałam uciec jak najdalej mogłam. Zapewne nie było to zbyt dojrzałe, ale gdy czułam się jak w klatce, po prostu musiałam odetchnąć.
Poszłam na dworzec autobusowy i wsiadłam do pierwszego autobusu, jadącego do Chelmsford. Nie wiedziałam czy znajdę tam chwilę spokoju, ale zawsze warto było spróbować; nie miałam już nic do stracenia. Miałam ze sobą jedynie telefon (z kilkoma nieodebranymi połączeniami od Olivii) i portfel; niczego więcej nie potrzebowałam.
Po czterdziestu pięciu minutach, wysiadłam na przystanku w rodzinnym mieście. Taksówką podjechałam pod dom. Gdy otwierałam drzwi, czułam się jak obcy, lecz mimo to, nacisnęłam klamkę i weszłam do środka. Przywitała mnie cisza. Zdjęłam buty i zaczęłam rozglądać się za jakąś żywą duszą. W końcu znalazłam mamę, sprzątającą w ogrodzie. Od razu, gdy ją zobaczyłam, zrozumiałam jak bardzo się stęskniłam. Bez wahania, podbiegłam do niej i rzuciłam na szyję.
- Dziecko! - krzyknęła, zaskoczona. - Co ty tu robisz, kochanie?
Te słowa sprawiły, że ponownie rozpłakałam się jak małe dziecko, które nie dostało swojego ulubionego deseru.

Wieczorem, leżałam na swoim łóżku, wpatrując się w pustą ścianę. Mama siedziała tuż obok mnie, przeczesując moje włosy palcami. Powiedziałam jej o wszystkim, a ona jak zwykle wysłuchała do końca i pocieszyła, tak jak potrafiła. W końcu jednak poszła spać, a ja zostałam sama i mogłam w spokoju skupić myśli.
Postanowiłam, że nie będę się więcej nad sobą użalać. Nie mogłam leżeć bezczynnie i gapić się w ścianę, bo w ten sposób nigdy nic nie zmienię. Naładowałam się nową energią do życia, którą chciałam bezzwłocznie wykorzystać. Postanowiłam jednak poczekać do rana z powrotem do Londynu. Mimo wszystko, w mojej głowie narodził się plan doskonały: odzyskać Nialla.


W drodze powrotnej, zastanawiałam się jakim cudem dopuściłam do czegoś takiego. Niall był dla mnie najważniejszy, a pozwoliłam mu odejść bez żadnej walki. To na nim mi najbardziej zależało, więc musiałam teraz zrobić wszystko, żeby pokazać mu jak wielka jest moja miłość do niego. Nie wiedziałam jeszcze co konkretnie zrobię, ale warto było zacząć od rozmowy i wyjaśnienia każdego nieporozumienia. 
W mieszkaniu, zastałam Olivię. Bałam się z nią gadać, bo wiedziałam, że będzie wściekła. W końcu znowu uciekłam bez słowa, więc miała prawo być na mnie zła. Oczywiście, nie udało mi się przemknąć niezauważoną.
- Emily! - wrzasnęła na wejściu. - Stój i nie wykonuj żadnych gwałtownych ruchów, bo pożałujesz!
Miałam ochotę wybuchnąć śmiechem, widząc jej starania. Nawet jak chciała być groźna to jej to nie wychodziło. 
Podniosłam ręce do górny na znak kapitulacji i czekałam na kazanie.
- Siadaj - poleciła, wskazując na mnie palcem.
Posłusznie poszłam do kuchni i zajęłam jedno z krzeseł. Przyjaciółka usiadła obok, wciąż piorunując mnie swoim wzrokiem.
- Byłam w Chelmsford - odpowiedziałam na pytanie, którego jeszcze nie zadała. - Po prostu tego potrzebowałam.
- Dobrze - westchnęła. - Czemu mi nie powiedziałaś?
Spuściłam głowę; sama nie wiedziałam dlaczego nic jej nie mówiłam. 
- Prosiłam cię, żebyś tak więcej nie robiła - mówiła dalej. - Martwię się o ciebie.
- Wiem... Przepraszam.
Wtedy nagle zadzwonił mój telefon. "Luke", wyświetlający się na ekranie, nieco mnie zaskoczył, ale odebrałam.
-  Hej - usłyszałam. - Chcesz gdzieś wyjść?
- Nie wiem czy to dobry pomysł...
- Proszę, to nie zajmie dużo czasu. Muszę ci coś powiedzieć.
Po chwili zgodziłam się na to spotkanie, ale nie byłam do końca przekonana. Miałam rozmawiać z Niallem, a nie z Luke'iem...

- Więc o co chodzi? - zapytałam, gdy już spotkałam się z Luke'iem.
- Słyszałem o twoim rozstaniu z Niallem.
Wytrzeszczyłam na niego oczy. Nie mogłam uwierzyć, że Niall mu o tym powiedział. Dlaczego akurat jemu? 
- Chcę ci pomóc - kontynuował.
- Sama sobie poradzę, ale dzięki za dobre chęci.
Kompletnie nie mogłam zrozumieć, po co on to robił. 
Wstałam z ławki i chciałam już odejść, ale ten uparcie mnie zatrzymywał.
- Poczekaj - syknął. - To nie koniec.
- Słucham - warknęłam, krzyżując ręce na piersi. 
Także wstał i wtedy zobaczyłam jak bardzo jest wysoki; musiałam zadziewać głowę do góry, żeby widzieć jego twarz. Bałam się, że znowu mnie pocałuje, ale tym razem nic na to nie wskazywało. Zachowywał się naturalnie, jakby wcale nie czuł skrępowania, w przeciwieństwie do mnie.
- Widzę, że mnie unikasz. Posłuchaj, nie będę się tłumaczyć, bo to i tak nie ma sensu. Widzę jak bardzo jesteś zakochana w kimś innym, więc na prawdę nie robię sobie nadziei, ale pozwól mi sobie pomóc i nie odtrącaj mnie w ten sposób.
Nie wiedziałam czy był tego świadomy, ale właśnie zasugerował, że coś do mnie czuje. Cholera, nawet się nie znaliśmy. 
Przytaknęłam grzecznie, posłałam mu uśmiech, po czym po prostu odeszłam. Zamiast wyjaśnień, w mojej głowie pojawiło się tylko więcej pytań. Nic już nie miało sensu. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu i nie wiedzieć czemu, moją uwagę przykuła data: 7 lutego. Za tydzień święto zakochanych, które w tym roku ponownie przyjdzie mi spędzać samotnie.


*

Wiem, że trochę chaotyczny ten rozdział, ale mimo to dobrze mi się go pisało. Proszę, nie krzyczcie na mnie, że fu, bo mam pomysł na następny i myślę, że bardziej się wam spodoba. Nie pytajcie o co chodzi z tymi oczami, po prostu miałam ochotę na ten gif XD
Pragnę jeszcze życzyć wszystkim miłych wakacji! Oby były niezapomniane ♥

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Rozdział 29.

- Em, nie możesz dłużej tak leżeć bezczynnie w łóżku - syknęła Olivia.
Nie miałam na nic ochoty, więc szczelniej okryłam się kołdrą, tworząc mur obronny.
- Zostaw mnie - odparłam bezwiednie.
- Nie ma mowy.
Uparcie, zaczęła wyciągać mnie z łóżka. W obronie machałam nogami, ale nawet to nie pomagało. Złapała mnie za ramiona i pociągnęła na podłogę. Straciłam wszelkie siły na protest, więc pozwoliłam, żeby ciągnęła mnie po panelach do kuchni.
- O co ci chodzi, Livi?
- Musisz coś jeść.
Podsunęła mi do ust kanapkę, ale odwróciłam twarz. Zapewne, z miną obrażonej dziewczynki, wyglądałam dość komicznie.
- Dość tego - syknęła Olivia. - Dziś wychodzimy i nie interesuje mnie czy ci się to podoba, czy nie.
Przewróciłam oczami na znak dezaprobaty. Wolałabym siedzieć w domu, ale najwyraźniej nie miałam nic do powiedzenia.
Zastanawiałam się, gdzie tym razem zaciągnie mnie przyjaciółka.
- Umówiłam się z kimś - odpowiedziała na pytanie, które zadałam w myślach.
- Z kim? - zaskoczyła mnie ta wiadomość.
- Nie powiem ci.
- Więc nie idę. Poza tym nie chcę wam przeszkadzać na randce - nie rozumiałam do czego jej tam byłam potrzebna.
- Ale on też będzie z kolegą - nalegała. - Poza tym to nie randka, tylko spotkanie grupy przyjaciół.
Zalatywało mi podstępem, ale brzmiała dość przekonująco. Może nawet wypad na miasto jest dobrym pomysłem; chociaż na chwilę będę mogła odetchnąć.
Przystałam na propozycję przyjaciółki, chociaż w rzeczywistości nie byłam do końca przekonana.

Po południu założyłam zwykłe, wygodne ciuchy i byłam gotowa do wyjścia. W porównaniu do mnie, Olivia wybrała coś ładniejszego; podejrzana sprawa.
Wyszłyśmy z domu i właśnie wtedy zapragnęłam wrócić do łóżka i zacząć płakać. Niestety zostałam zaprowadzona do pizzerii, nie mając możliwości obrony. W lokalu panował wspaniały klimat. Ujrzałam wielki piec, a w całej sali unosił się zapach świeżego ciasta. Wszystko wyglądało zachęcająco, a ciepłe światła tworzyły miłą atmosferę.
Livi pociągnęła mnie za sobą w stronę stolika, przy którym siedziało dwóch kolesi. Widziałam twarz jednego z nich i błagałam, żeby to były halucynacje. Przy stole siedział Luke, a na przeciwko niego Calum.
- W coś ty mnie wkopała? - syknęłam do podekscytowanej koleżanki.
Usiadła obok Hooda, więc ja musiałam zająć miejsce koło drugiego. Na nasz widok, chłopcy od razu się uśmiechnęli, a ja chciałam uciec jak najdalej. Mówili coś, ale kompletnie ich nie słuchałam. Zamiast tego, patrzyłam na blondynkę spode łba, która była wpatrzona w Caluma jak w obrazek. Wiedziałam, że coś kombinowała, a teraz już byłam pewna, że zaciągnęła mnie na podwójną randkę. Nagle z zamyślenia wyrwał mnie Luke, przysuwając menu w moją stronę. Wzdrygnęłam się, ale wzięłam kartę do ręki. Kiedy do naszego stolika podeszła kelnerka, byłam zdecydowana co chcę zjeść.
- Hawajską - powiedziałam równo z Luke'iem.
Spojrzałam na niego z zaskoczeniem, a ten tylko uśmiechnął się w odpowiedzi. Tym razem odwzajemniłam uśmiech.


Postanowiliśmy wziąć największą pizzę w połowie z ananasem, w połowie z peperoni. Od razu wiedziałam, że nie zdołam zjeść swojej ćwiartki, ale chciałam spróbować.
W końcu coś powiedziałam, nie chcąc zamulać przez cały wieczór. Szybko okazało się, że z chłopcami mówimy w tym samym języku. Przez chwilę na prawdę oderwałam się od rzeczywistości, aż nagle Luke przypadkiem dotknął mojej dłoni. Momentalnie oprzytomniałam i nie mogłam uwierzyć, że poczułam się jak na prawdziwej randce. Od razu ogarnęło mnie poczucie winy i zdecydowałam opuścić tamto miejsce. Bez wahania wstałam, ale Olivia zrobiła to samo.
- Idziemy do toalety - oznajmiła i właśnie tam mnie zaprowadziła.
Tam zaczęła mnie przekonywać, żebym została. Jakimś cudem, dokładnie wiedziała co chciałam zrobić.
- Nie zostawiaj mnie - mówiła błagalnym tonem.
- Muszę iść - odparłam, tym razem nieugięta. - Tak będzie lepiej.
Spojrzałam jej prosto w oczy i chyba właśnie to ją przekonało; odpuściła.
- Dobrze, więc idź.
Wyciągnęłam z portfela kilka funtów, które powinnam zapłacić za swoją część pizzy i dałam je przyjaciółce. Po opuszczeniu toalety, od razu skierowałam się w stronę wyjścia, gdy Olivia wróciła do stolika. Dopiero na świeżym powietrzu odetchnęłam z ulgą. Najwyraźniej dostatek świeżego powietrza mi nie służył, gdyż zakręciło mi się w głowie. Przystanęłam na chwilę i właśnie wtedy usłyszałam jak ktoś wołał moje imię. Odwróciłam się o zobaczyłam Luke'a, idącego szybkim krokiem w moją stronę.
- Mogę cię odprowadzić? - zapytał.
- Jasne - odparłam, chociaż nie wiedziałam czy to dobry pomysł.
Nie mówił zbyt wiele, a ręce trzymał w kieszeniach spodni. Mimo wszystko, pozwoliłam by mi towarzyszył.
- Nie jest ci zimno? - przerwał milczenie.
Zapewne zobaczył gęsią skórkę na moich rękach.
Skłamałam, kręcąc przecząco głową.
- Dlaczego wyszedłeś? - nie byłam pewna, dlaczego o to spytałam.
- Wolałem zostawić ich samych - nie zawahał się odpowiedzi. - Widziałaś jak na siebie zerkali?
Zachichotałam, przytakując - miał rację. Po tych kilku zdaniach, znowu nastała, nie do końca krępująca, cisza. Szczerze, wolałabym wracać do domu sama, nawet jeśli miałby towarzyszyć mi tylko mróz.
Kątem oka spojrzałam na Luke'a i, nawet w nocy, dostrzegłam jego czarnego kolczyka w wardze.
Zbliżaliśmy się do domu, kiedy niespodziewanie zadzwonił mój telefon. Na ekranie wyświetlił się napis "Niall".
- Odbierz - powiedział Luke, mimo, że wcale nie pytałam go o pozwolenie.
Nacisnęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam komórkę do ucha.
- Hej, kochanie - usłyszałam. - Mogę do ciebie przyjechać?
- Eh, jestem trochę zmęczona - odpowiedziałam, pomijając powitanie.
- Dobrze - jego głos wyraźnie posmutniał. - Chciałem cię tylko przytulić.
Serce mi zmiękło, ale na prawdę marzyłam jedynie o wskoczeniu do łóżka.
- Możesz przyjechać, ale zdaje się, że zaraz zasnę.
Tymi słowami, nieświadomie zmusiłam Nialla do kapitulacji. Gdy tylko się rozłączył, doszliśmy pod właściwą kamienicę. Przystanęliśmy na chwilę przy drzwiach.
- Dzięki, że mnie odprowadziłeś - zwróciłam się do Luke'a.
- Nie ma za co.
Wtedy, w jego błękitnych oczach, dostrzegłam intrygujący błysk. Spojrzał w dół, po czym podniósł wzrok na mnie. Następnie bardzo szybko się zbliżył i przelotnie pocałował mnie w policzek. Mrok nie pomógł mu w zakryciu rumieńców.
- Luke, ja mam chłopaka - powiedziałam, speszona.
Nie wiedziałam jak mam na to zareagować, ani co powiedzieć; byłam zdezorientowana.
- Wiem - przytaknął. - I przepraszam.
Nie mówiąc nic więcej, odwrócił się na pięcie i odszedł. Spuścił głowę, wyglądając przy tym, jakby żałował tego, co zrobił. Miałam mieszane uczucia, ale mimowolnie zwyciężył przenikliwy chłód, zmuszający mnie do powrotu do domu.
Gdy tylko przekroczyłam próg mieszkania, zdjęłam wszystkie ciuchy, żeby od razu założyć ciepłą piżamę. Wsunęłam na stopy puchowe skarpetki, po czym weszłam pod kołdrę, przykrywając się dodatkowym kocem. Nie mogłam przestać trząść się z zimna, lecz mimo to postanowiłam spróbować zasnąć, niestety bezskutecznie. Godzinami leżałam bezczynnie. W myślach ciągle nawiedzał mnie pocałunek tajemniczego Luke'a. Niby nie było to nic nadzwyczajnego, ale z drugiej strony nie mogłam tego nazwać naturalnym zachowaniem.
Dopiero w środku nocy usłyszałam Olivię, wchodzącą do domu. Głośno westchnęła, wyraźnie zadowolona. Cieszyłam się, że chociaż dla niej ten wieczór był udany i miałam nadzieję, że to nie jej ostatnia randka z Calumem.
Po chwili, zauważyłam jak uchylają się drzwi do mojego pokoju. Gdy weszła Olivia, zamknęłam oczy, pozorując sen. Słyszałam skrzypienie paneli, zwiastujące zbliżanie się dziewczyny. Pocałowała mnie w czoło, poprawiła koc i szepnęła krótkie "dziękuję". Zaraz po tym wyszła, zamykając za sobą drzwi. Nie miałam zielonego pojęcia za co mi dziękowała, ale postanowiłam zapytać ją o to jutro.
Morfeusz wreszcie się nade mną zlitował i pozwolił zasnąć. Niestety towarzyszyły mi nie najprzyjemniejsze sny.

Rano, gdy tylko otworzyłam telefon, wzięłam telefon do ręki. Zobaczyłam kilka nieprzeczytanych wiadomości od Luke'a. Każdy z czterech SMS-ów miał taką samą treść - "Przepraszam". Włożyłam komórkę pod poduszkę, po czym wstałam. Nie miałam zielonego pojęcia co miał na myśli, nie zrobił nic złego. Zaczęłam się zastanawiać co tak na prawdę siedziało w jego głowie i nie wyglądało to zbyt kolorowo.
Co jeśli na prawdę się we mnie zakochał i teraz ma wyrzuty sumienia? Nie, to przecież niemożliwe.
Wciąż zadawałam sobie tego typu pytania, nie mogąc ich od siebie odgonić. Na dobór złego, teraz także mi towarzyszyło poczucie winy.
Po wejściu do kuchni, ujrzałam Olivię, siedzącą przy stole. W dłoni trzymała swojego iPhone'a, a wzrok miała wlepiony w jego wyświetlacz; wyglądała na zadowoloną.
- Dzień dobry - przywitałam ją zaspanym głosem.
- Hej - odpowiedziała. - Jak się czujesz?
- Okropnie...
To jedno słowo było jak komenda, dziewczyna od razu spojrzała na mnie pytająco.
Zrobiłam sobie kawę, po czym usiadłam na przeciwko niej. Podparłam głowę ręką i myślałam jak ubrać w słowa to, co chciałam powiedzieć. Sama nie byłam do końca pewna czym chciałam się z nią podzielić.
- O co chodzi? - dopytywała.
- Kolega twojego chłopaka mnie wczoraj pocałował - odpowiedziałam bez przekonania.
Olivia wytrzeszczyła oczy; zamurowało ją. Po chwili posmutniała i zakryła usta dłonią.
- Tak bardzo cię przepraszam... - wyszeptała. - Nie chciałam, żeby tak wyszło.
- W porządku - próbowałam ją uspokoić kłamstwem. - To przecież nie twoja wina.
Pokręciła przecząco głową, wciąż w wielkim szoku. Zdawało mi się, że nieco przesadzała, bo właściwie to nie wydarzyło się nic wielkiego. Dostrzegła moje obojętne spojrzenie, co zdecydowanie jej się nie spodobało.
- Nie przejmujesz się tym? - zdziwiła się.
- Chyba już nie muszę.
- Zwariowałaś? Zapomniałaś o Niallu?
Tym razem ogarnęła mnie fala złości.
Jak niby mogłam o nim zapomnieć?
- To on się na mnie rzucił - warknęłam. - Nie byłam w niebo wzięta po tym pocałunku.
Nie wiedziałam co mam o tym wszystkim myśleć. Z początku byłam zdruzgotana i tak intensywnie myślałam o tamtej sytuacji, że nie mogłam zasnąć. Później zrozumiałam, że to nic wielkiego i wcale nie powinnam czuć się winna. Niestety Olivia przywróciła u mnie uczucie skruchy.
Zakryłam twarz dłońmi, jakby to miało mnie obronić przed natarczywymi myślami.


*

Znowu czekaliście wielki na krótki rozdział, za co przepraszam.
Pod ostatnim rozdziałem poprosiłam o komentarz od każdego, kto go przeczytał. Jestem bardzo szczęśliwa, że przystaliście na moją prośbę, przez co uzbierało się aż 27 komentarzy. Miło by było jakby własnie tak było przy każdym rozdziale:)
Tych, którzy jeszcze nie zagłosowali na BIYD w ankiecie na blog miesiąca, odsyłam TUTAJ
Dziękuję, kocham Was za to, że czytacie to moje biedne opowiadanie.

+ zapraszam na opowiadanie koleżanki KLIK

czwartek, 12 czerwca 2014

Rozdział 28.

Kiedy otworzyłam oczy, zobaczyłam jasne światło i białe ściany. Pomieszczenie wyglądało nadzwyczaj znajomo, ale prosiłam w myślach, żeby nie było tym, o którym myślałam. Zaczęłam się rozglądać i nie miałam już wątpliwości.
Miałam nadzieję, że wytrwam do końca roku bez kolejnej wizyty w szpitalu. Jednak wciąż pozostawało pytanie: dlaczego leżałam w szpitalnym łóżku? Odpowiedź przyszła szybciej, niż się spodziewałam. Mężczyzna w biały kitlu wszedł do pokoju, a Niall zaraz za nim. Kompletnie nic nie pamiętałam z poprzedniej nocy, więc czekałam niecierpliwie na jakąkolwiek odpowiedź. Jedyne co czułam to lekki ból głowy, ale czy to powód, żeby od razu jechać do szpitala? Kiedy zobaczyłam pociemniałą twarz chłopaka, serce momentalnie zaczęło mi bić szybciej. Usiadł na skraju łóżka i chwycił moją dłoń. W odpowiedzi wytrzeszczyłam na niego oczy.
Jak długo mam znosić to okropne milczenie? Atmosfera była gęsta, nie dało się ukryć.
Dopiero po chwili, lekarz odkaszlnął znacząco, po czym wreszcie otworzył usta.
- Tak mi przykro - powiedział, ale wciąż nic nie rozumiałam.
Zaczęłam kojarzyć fakty, ale finał wcale mi się nie podobał; czekałam na potwierdzenie moich domysłów. Wstrzymałam oddech, patrząc wyczekująco na mężczyznę.
- Łożysko się odkleiło - kontynuował. - Niestety.
Nie byłam do końca pewna co to znaczy, ale po chwili zrozumiałam. Mojego maleństwa już nie było. W jednym krótkim momencie, moje serce pękło na tysiąc części. Kilka miesięcy temu nie powiedziałabym, że obudzi się we mnie instynkt macierzyński - a jednak.

Leżałam na kanapie, podziwiając zachmurzone niebo. Niall robił w kuchni herbatę. Wcale nie chciałam go tak wykorzystywać, ale z drugiej strony nie miałam na nic ochoty. Zostałam zmuszana do jedzenia czy picia. Wolałam całymi dniami leżeć i gapić się w jeden punkt. O niczym nie powiedziałam Olivii, bo nie chciałam psuć jej rodzinnych świąt, ale nadszedł dzień, kiedy i ona wraca do Londynu. W końcu będę musiała się z nią tym podzielić. Planowałam poczekać z tym przynajmniej do początku stycznia, bo Sylwester to wciąż nieodpowiedni moment. Co prawda, nie było mowy o dobrej zabawie; nie potrafiłabym udawać, że wszystko jest w porządku. Zdążyłam zapomnieć jakie to uczucie, kiedy masz ochotę płakać bez przerwy. Chciałam nazywać się najszczęśliwszą osobą na świecie, ale nie przewidziałam czegoś takiego.
Nagle usłyszałam skrzypienie drzwi; odruchowo zamknęłam oczy, jakby to zmieniło mnie w niewidzialną.
- Wróciłam! - krzyknęła radośnie Olivia.
Słyszałam jak ciągnęła za sobą walizkę, a po chwili, niespodziewanie nastała cisza. Nie musiałam widzieć, żeby wiedzieć, że Niall do niej podszedł i szeptał jej coś na ucho. Miałam nadzieję, że mnie wyręczył.
- Oh - dziewczyna wydała z siebie coś na znak zaskoczenia.
Wyobraziłam sobie jej smutniejącą twarz; na prawdę wolałam tego nie widzieć. Ukryłam twarz w dłonie, czekając, aż ktoś powie cokolwiek do mnie. Dopiero po minucie ciszy, poczułam oddech przyjaciółki na swojej twarzy; uklękła przy kanapie.
- Em... - zaczęła. - Nie wiem co powiedzieć.
- Nie musisz nic mówić - odparłam bezwiednie.
Obecność dziewczyny w stu procentach mi wystarczała. Kiedy były przy mnie dwie najważniejsze osoby w moim życiu, czułam się lepiej, chociaż odrobinę.
- Nie pójdę na imprezę do Liama, jeśli chcesz - powiedziała.
Uśmiechnęłam się do siebie; kompletnie o tym zapomniałam.
- Idź - poleciłam. - Dam sobie radę.
Spojrzałam na nią; nie wyglądała na zadowoloną. Nie chciałam jej skazywać na siedzenie w domu, kiedy powinna się bawić.
- Nie możesz się tak mną przejmować - dodałam.
- Ja tu zostaję - wtrącił Niall.
Olivia posłała mu spojrzenie pełne wątpliwości.
- Oboje idźcie - westchnęłam. - Na prawdę poradzę sobie sama.
Wtem oboje wybuchnęli śmiechem, jakbym opowiedziała jakiś wybitnie śmieszny żart. Spojrzałam na dziewczynę spode łba; powinna wiedzieć, że mówiłam poważnie. Czułam się jakby wszystko kręciło się wokół mnie, a wcale o to nie prosiłam - wręcz przeciwnie. Czasem traktowali mnie jak małe dziecko, co porządnie mnie wkurzało.
- Nie jestem tu najważniejsza - warknęłam. - Macie iść i zostawcie mnie w spokoju.
Zarzuciłam sobie koc na głowę, tym samym kończąc rozmowę. Niestety moja puchata zbroja nie nadawała się do obrony. Olivia zaczęła przeczesywać palcami moje włosy, lecz nikt nie miał odwagi by coś powiedzieć. W tej chwili wolałam być sama, a oni nie mogli tego zrozumieć.

Dopiero po godzinie dopuściłam do siebie Nialla i pozwoliłam mu usiąść obok mnie. Oparłam głowę o jego kolana, a ten głaskał mnie, swoją ciepłą dłonią, po policzku. Byłam kompletnie wypompowana z wszelkich emocji; chciałam spać.
- Jesteś pewna, że chcesz zostać? - zapytała Olivia po raz kolejny.
Czyżby wcześniej nie słyszała mojej odpowiedz?
Podniosłam głowę, żeby ją powalić moim morderczym spojrzeniem, ale nie mogłam tego zrobić, bo wyglądała zbyt ładnie w połyskującej, czarnej sukience.
- Tak, jestem pewna - odparłam. - Poza tym nie chcę gasić twojego blasku.
Zaśmiałam się pod nosem, jakbym powiedziała całkiem śmieszny żart. Niestety po kilku sekundach znowu posmutniałam. Miałam ochotę się rozpłakać, ale nie chciałam, żeby ktokolwiek widział moje łzy. Prosiłam w myślach o to by wyszli.
- Dobrze, więc idziemy - dodał Niall, odpowiadając na moją prośbę.
Na pożegnanie pocałował mnie w czoło, po czym zostawili mnie samą.
Chciałam odetchnąć z ulgą, ale coś mnie powstrzymało. Wlepiłam wzrok z biały sufit, a ciężkie powieki mimowolnie opadały.

- Mamusiu? - usłyszałam cienki głosik gdzieś w oddali.
Rozglądałam się nerwowo, żeby zobaczyć, kto to mówi. Niestety wokoło były tylko drzewa, ale nawet między nimi nikogo nie znalazłam. Zaczęłam panikować, gdyż wciąć nie widziałam dziecka.
- Mamo, tu jestem - głos ponownie dobiegł moich uszu, ale był radośniejszy, niż poprzednio.
Odwróciłam się i zobaczyłam małego chłopca, biegnącego w moją stronę, z rączkami wyciągniętymi przed siebie. Na jego twarzy malował się szeroki uśmiech, a niesforne kosmyki włosów wpadały do oczu. Po chwili objął mnie w pasie i spojrzał w górę; w jego jasnych oczach dostrzegłam wesołe iskierki.
- Myślałem, że ode mnie uciekłaś - szepnął.
- Wiesz, że nigdy bym tego nie zrobiła - odparłam, posyłając mu uśmiech.
Nagle chłopiec odsunął się, zakrywając usta dłonią; łzy pociekły po jego policzkach. Wyciągnęłam dłoń w jego stronę, ale on jedynie zrobił krok w tył. Zmartwiłam się; nie wiedziałam dlaczego nagle mnie odepchnął.
- Kłamiesz - syknął.
Po wypowiedzeniu tego słowa, rozpłynął się w powietrzu. Serce biło mi nadzwyczaj szybko; próbowałam znaleźć syna. Wtem drzewa zaczęły wirować, co mnie kompletnie otumaniło. Już nic nie widziałam. Jedyne co mogłam zrobić to wytężyć słuch i czekać na jakiekolwiek słowo, skierowane do mnie. Niestety nic więcej nie usłyszałam.

Obudziło mnie głośne strzelanie. Zerwałam się z kanapy i podeszłam do okna; to fajerwerki, były piękne, ale nie widziałam ich zbyt wyraźnie. Nagle poczułam przypływ gorąca i zakręciło mi się w głowie. Oparłam się o parapet i dalej patrzyłam przez szybę. Wszystko zawirowało, dokładnie tak jak w moim śnie. Kompletnie nie panowałam nad nogami, które niespodziewanie załamały się pode mną. Miałam nadzieję, że Olivia i Niall mają lepszą zabawę, niż ja.
- Przepraszam - powiedziałam sama do siebie, chociaż nie byłam pewna, do kogo skierowałam te słowa, a tym bardziej za co przepraszałam.
Po tym, po prostu upadłam na podłogę, a towarzyszyło mi jedynie piszczenie w uszach.


*

Długo czekaliście, ale miałam ostatnio dużo na głowię, za co przepraszam bardzo. Pod ostatnim rozdziałem, kilka osób napisało, że dziecko = koniec opowiadania. Pragnę Was powiadomić, że BIYD na pewno się nie kończy:) Póki będziecie czytać, ja będę pisać. Wciąż mam pomysły, tylko muszę wiedzieć, czy wciąż ze mną jesteście.
Jeśli tak to bardzo proszę o komentarze pod tym rozdziałem. Może to być nawet jedna literka, po prostu chcę wiedzieć ile osób na prawdę czyta. Jeśli macie ochotę to zapraszam do przeczytania TEGO POSTA, w którym znajdziecie link do głosowania na blog miesiąca, gdzie jestem nominowana.
Ostatnia sprawa: myślę nad dodatkowym udostępnianiem moich opowiadań na Wattpadzie. Co o tym myślicie, dobry pomysł?
To tyle na dziś, dziękuję za uwagę:)